Moja językowa rutyna

Czasami ludzie myślą, że ja się nie uczę, tylko dostałam taki dar od kogoś przy urodzeniu, jak pojmowanie różnych języków. Albo, że siedzę pół dnia ze słownikiem w ręku. (Serio!). Na temat samej teorii talentu do języków wypowiem się przy okazji innego posta, ponieważ tutaj chciałabym poruszyć samą kwestię nauki od kuchni. Dzisiaj ci opowiem o tym co robię, by efektywnie uczyć się języków. 🙂

Jak się uczę?

W tej chwili uczestniczę w wyzwaniu językowym, o którym więcej możesz przeczytać tutaj, więc zaczynam dzień od półgodzinnej nauki. Zamieniłam sobie wieczór z rankiem, ponieważ uważam, że mój mózg lepiej pracuje jak wstanę, niż jak jestem zmęczona po całym dniu robienia rzeczy. W ciągu tych trzydziestu minut zazwyczaj korzystam z książek, robię notatki, powtarzam materiał gramatyczny. Potem – koło godziny 16  – wpadam na Memrise i przez 15 minut korzystam tylko z niego, a na sam wieczór już przeważnie koło 21 włączam jeszcze drops i tam wykorzystuję moje darmowe 5 minut.

Tak jak pisałam wcześniej, to jest moja rutyna w tym momencie, ponieważ trwa wyzwanie. Normalnie wygląda to bardzo podobnie, tylko nie trzymam się ram czasowych aż tak bardzo. Ot, jak mam telefon w ręce, to słówka, a raz dziennie tak dłużej z książką.

Co oprócz tego?

Jeśli chodzi o angielski, to czytam dużo książek, oglądam masę filmów na netflixie, a teraz przygotowuję się do certyfikatu CAE. (Żmudno i wolno mi to idzie, ale jednak). Oglądam wiele zagranicznych twórców na youtube. Mam ustawione wszystkie moje sprzęty i strony w social media na angielski. 

Mój niderlandzki nie jest na tak dobrym poziomie, aczkolwiek jestem w stanie obejrzeć bajkę napisaną prostym słownictwem. Do końca roku zrobiłam sobie przerwę z tym językiem. (O tym dlaczego możesz przeczytać tutaj)

Francuski idzie mi coraz lepiej, słucham dużo muzyki w tym języku i również oglądam angielsko francuskich twórców na youtube.  Powoli do przodu, nie przyśpieszam tego procesu na siłę.

Nie komplikuję sobie życia

Nie mam miliona książek na szafce, miliarda zeszytów schowanych po szufladach, ani piętnastu pudełek z fiszkami, leżących gdzieś w rogu pokoju. (Mam tylko jedno!). Używam lub używałam książek, które posiadam, większość mojej nauki, to są materiały autentyczne (filmy, muzyka, książki, artykuły), bo po prostu wolę to i wiem, że nauczę się z tego więcej niż siedząc te pięć godzin z nosem w książce.

Podsumowując

Nie uczę się ani za dużo, ani za mało. Wiem, że języki są po to, żeby się komunikować i na tej autentycznej komunikacji najbardziej mi zależy. Przeważnie rutyna jest nudna. Moja chyba nie jest. Oczywiście, że mam dni, gdy mi się wybitnie nie chce i sobie odpuszczam. Ale to zazwyczaj się zdarza przeważnie tylko raz może dwa w miesiącu. 🙂 


Kolejny dzień #blogtober za nami, a ja dopiero się rozkręcam! Pisanie sprawia mi ostatnio tyle frajdy, że teraz tylko trzeba się modlić, żeby już zawsze tak było! Na dzisiaj to już wszystko, cieszę się, że jeszcze ktoś tu wchodzi. A jeżeli nie wiesz co to jest Blogtober, to odsyłam cię tutaj.

Do jutra!
Udostępnianie jest fajne!
error